niedziela, 16 czerwca 2013

Tożsamość serca

Polska, poszerzona wersja mojego wcześniejszego tekstu UNWANTED.

Tamtego dnia tuż przed zachodem słońca, pojawiła się przy dzikiej plaży.  W białej zwiewnej sukience, szła spokojnie, ze spuszczoną głową. Jej twarz przykryta była posklejanymi od łez długimi włosami. W ręku trzymała świstek papieru z zapisanym na nim jakimś adresem. Po chwili wypuściła go z ręki, patrząc, jak unosi się nad wzburzonym morzem. Spojrzała w górę i rzekła:
- To koniec.  Już czas, bym odkryła nową siebie.
Jako mała dziewczynka, nie wiedząc czemu, nieustannie poszukiwała adoratorów, pragnęła być czyimś oczkiem w głowie, czyjąś dumą i chlubą. Zabiegała o podziw na różne sposoby. Potrafiła być taka, jaką chcieli, by była: piękna, chuda, mądra, zdolna. Nie zawsze jednak było łatwo utrzymać te standardy. Czasami słabość triumfowała. Nienawidziła tego. Brak rezultatów wzbudzał frustrację, a nawet gniew na samą siebie. Powoli, lecz brutalnie zabijała własne ciało, by stać się statuą uwielbienia dla tych, którym i tak była obojętna. Wciąż czuła to przerażające poczucie bycia nieważną. Chwilowy przypływ pozytywnych emocji nie pomagał wyleczyć stałego stanu jej duszy, uwolnić od natarczywych myśli. Strach przed zranieniem pociągał ją ku odrzuceniu ze strony innych. Szybko doszła do wniosku, że ci, którzy powinni ją kochać, nigdy nie są blisko.
Miała głęboki żal do ojca, który z dnia na dzień zniknął, bez pożegnania, bez żadnych wyjaśnień. W domu każdy odreagowywał to na swój sposób, najczęściej zamykając się w pokoju. Izolacja była ich lekarstwem, które jeszcze nikogo z żadnej choroby nie wyleczyło. Ona wiedziała, że to i tak nie ma sensu. Pragnęła uwolnić się od tych chorych schematów, choć nadzieja na wyrwanie się wydawała się być złudną.
Po jakimś czasie, ojciec zaczął wydzwaniać z przeprosinami. Wielkie obietnice, których i tak nie miał zamiaru spełnić. Mimo tego, wciąż mu wierzyła. Wyczekiwała w oknie, wypatrując, czy już się nie zbliża. Siedziała tam zbyt długo, a jednak za krótko, by zapomnieć. Ciągle mu ufała, jak małe dziecko, pragnęła uścisku tatusia. Chyba nie da się wyzbyć tego pragnienia. Połączeni zostali nierozerwalną nicią genetyczną, dryfując przez życie i nie mogąc go zrozumieć  bez siebie nawzajem,  obarczeni przeznaczeniem, od którego nie ma ucieczki.
Pewnego dnia postanowiła go znaleźć. Sama nie mogła pojąć, po co to robi. Wciąż czuła ogromną nienawiść do niego, ale jakaś mała cząstka w niej, wołała o przebaczenie. Nie zaplanowała tej podróży, po prostu wyszła z domu i ruszyła przed siebie z adresem ojca zapisanym na małej kartce. Jej poharatane serce samo prowadziło ją do niego, ku wolności, ku uzdrowieniu. Biło jak szalone, pełne ekscytacji i paraliżującego lęku. Gdy już znalazła się pod jego domem, wszystko, jakby w jednej chwili zamarło. Zza drzwi wyłonił się ten, którego szukała. Zaskoczyła go i choć zaprosił ją do środka, czuła, że wcale się nie cieszył z jej wizyty. Tak bardzo chciała się z nim zobaczyć, powtarzała w głowie wszystko to, czym pragnęła się z nim podzielić. Niestety on milczał, doskonale chroniąc swoje serce. Zauważyła, że jakoś urządził sobie życie, poukładał sprawy. Pewnie już nie tęskni, nie myśli. Nie tak, jak ona…
W niezręcznej atmosferze wypili herbatę. Nie mogła się doczekać ostatniego łyku. Wymienili kilka pojedynczych słów, spotkanie dobiegło końca. Tak długo czekała, by się z nim zobaczyć, marzyła, by ją przytulił i powiedział, że kocha. Niestety jego uścisk był zimny i zbyt krótki. Wtedy zdała sobie sprawę, że on nigdy jej nie potrzebował. Musiała przejść taki kawał drogi, tylko po to, by się dowiedzieć, że jej własny ojciec jej nie chciał? Wielkie objawienie! Przecież zawsze o tym wiedziała. Już nie będzie na niego czekać w oknie. Jedno jest pewne –on nigdy nie wróci.
Tego dnia, przy świetle zachodzącego słońca, wyczerpana podróżą, usiadła na niewielkim kamieniu przy plaży. Mimo ogromnego bólu, zdecydowała, że nie chce już więcej, by tożsamość niechcianego dziecka definiowała jej całe życie.
- Ty po prostu nie wiedziałeś, jak być ojcem – rzekła. – Dlatego, z taką łatwością, przyszło ci mnie odrzucić.
Nawet nie zauważyła kiedy zaszło słońce. Delikatna powłoka ciemności okryła niebo, oczekując na pierwszą gwiazdę, pierwszy uśmiech księżyca. Wpatrując się w bezkres morza, jej serce uspokajało się z każdym uderzeniem fal o brzeg. Nie musiała nic mówić, niebo rozumiało jej modlitwę.

Czas zakończyć tą historię, nowy dzień się zbliża…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz