piątek, 20 października 2017

Nienasycenie

Pochylam się nad tobą. Przez moment wydaje mi się, że tylko ty mnie rozumiesz. Wyrzucam z siebie co najgorsze, a ty bierzesz wszystko i milczysz. Nie pragnę, byś mnie zrozumiał. Bądź tym kim jesteś. Dopóki wiem, co robię, jest dobrze. Dopóki wiem, co robię....

Kontrola. Nagle i bez zapowiedzi opuszcza mnie. Próbuję wmówić sobie, że wciąż ją mam. W porywie rzucam się na lodówkę i pochłaniam wszystko to, co zaspokoi mój ból. Bezlitosna gra zmysłów. Wpadam w trans i już nikt nie może mnie zatrzymać. Znów biegnę do ciebie. Pochylam się. Ty mnie przyjmujesz i milczysz. Niech tak zostanie.

Katharsis. Lekko unoszę się nad ziemią. Widzę swe odbicie w lustrze. Znów jestem sobą. Pragnę, by ten moment trwał bez końca. Piękno, bez którego nie potrafię żyć. Dopóki jesteś, oddycham...
Ciemność. Nienawidzę cię! Nie pozwalasz mi żyć moim szczęściem. Bezwzględny kat znęcający się nad moją duszą.

Walka. Toczę ją nieustannie. Jakiś cichy głos woła mnie, ale tysiące innych zwycięża. Znów się pochylam nad tobą. Mógłbyś coś powiedzieć!!!

Pustka. Z każdym dniem jest jej więcej. W samotności szukam tego głosu, dźwięku, który przynosi nadzieję. Gdzie jesteś?

Nienasycenie. Głębokie i przerażające. Pochłania mnie od wewnątrz. Nieposkromiony dziki zwierz, który woła o więcej. Nic nie jest w stanie go ujarzmić. Oddaję całą siebie. A chciałam być tylko piękna...

Śmierć: Rozmawiamy twarzą w twarz. Widzę twe zapadnięte oczy, włosy pozbawione blasku. Słyszę twój zachrypnięty głos. Czuję twój odór. Po co przychodzisz, skoro masz już wszystko?

Głos na pustyni. Wróciłeś. Przegrałam, a ty nagle się pojawiasz? Nie mam już siły, by walczyć. Wiem, że się starałeś, jestem wdzięczna, ale to koniec. Nie, tylko nie próbuj mnie przekonać. Proszę, przestań! Jak możesz szeptać mi o miłości?! Mnie się nie da kochać. Jestem tylko cieniem tego, kim byłam. A ty wciąż napierasz...
O jak cudownie brzmią twe słowa! Kim naprawdę jesteś? Dlaczego podchodzisz bliżej? Twa obecność jest tak słodka.
Jesteś tuż obok. Pochylasz się nade mną i podnosisz. Niczym małe dziecko kładziesz mnie w swych ramionach. Powoli odgarniasz moje włosy, by ujrzeć mą okrytą wstydem twarz. A twoje oczy płoną. Nikt nigdy nie patrzył na mnie w ten sposób. Miłość, której żar nic nie jest w stanie ugasić. Niezatrzymywalna. Wszechogarniająca. Uzdrawiająca.
Miłość, która przywraca mi godność i nazywa mnie piękną.



photo from: megatruh deviantart

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz