piątek, 16 sierpnia 2013

Bóg, który widzi

Nad grobem swej młodości
Stoisz z kamienną twarzą
Zwróconą ku niczemu.
Pochowałeś swe złudzenia
Szaleństwa i beztroskę.
Próbujesz ukryć smutek
Bo to głupie rozczulać się
Nad własną naiwnością.
Czekasz tylko, aż rozejdą się ci,
Dla których twój ból nic nie znaczy.
Klepią cię po ramieniu
Choć wcale nie jest im przykro.
Dla nich to błahostka
Nie jeden przecież 
Musiał pożegnać się z marzeniami
Pogrzebać zbyt wzniosłe życzenia.
Czas dorosnąć
Zacząć myśleć
Narzekać 
I wątpić, a nie wierzyć!
Bo wiara to młodzieńców skaza
Ten, kto mędrcem dojrzałości się stał
Wie, że za rogiem czai się porażka.
Okrutna i niewdzięczna to rzecz
Że przekleństwem życia 
Jest jego błogosławieństwo.
Zbadali i poznali
Że lepiej chcieć tylko to,
Co dziś możliwe jest.

W końcu zostałeś sam.
Skulony, na cmentarnej ławce
Pozwalasz, by łzy słabości popłynęły.
To nie jest gorzka woda
Nie czas, by żegnać się na wieki.
Ty wiedziałeś, że jest moc
Która sięga ponad grób.
Resztkami sił starasz się ufać.
Ból nie zatruł twego serca
Serca młodzieńca,
 Dla którego bajki są prawdziwe 
Gdzie szaleńcy potrząsają światem
A zastępy nieba im dopingują.
Zwróciłeś się ku życiu
Które nigdy się nie kończy
Czekałeś tam wiernie
Bo wiedziałeś, że ziemia poruszy się
A kamienne płyty pozwolą słońcu
Otulić je nadziei tchnieniem
I rozświetlić drogę ku przeznaczeniu,
Ku pragnieniu, które nie umarło
Lecz na chwilę zasnęło.
Bo twój Bóg to studnia
Boga Żywego, który widzi.
W Nim nie kończy się to
Co jeszcze się nie zaczęło.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz