Gotowe twe serce było
Na dzień próby
Na który nikt nie
czeka.
Wiedziałeś, że ten
moment nastanie
Gdy Najwyższy poprosi
o ofiarę.
Ogień przenikał twą
duszę
Serce uległo trwodze
Rozdarte między
miłością a miłością.
Wybór, przed którym
nie powinno się stawać.
A jednak posłusznie
wyruszyłeś w drogę
Do krainy Moria
zaprowadził cię.
Na górę cierpienia
wspiąć się musiałeś.
Z każdym krokiem w
bezsile pogrążałeś się.
Odwróciłeś wzrok od
swego umiłowanego
Choć jego oczy pełne
były zaufania.
Nie bał się, niczego
nie podejrzewał
Pewny tego, kim jego
ojciec jest
Niczym owca
prowadzona na rzeź.
Tymczasem Ten z
góry
Jeszcze jedno miał
zadanie
Bo przecież bez
ołtarza nie ma ofiary.
Twa dusza płonęła
A ty w pokorze
budowałeś miejsca kaźni
By na zawsze złożyć
dar
Obietnicę swego
życia.
Ta historia mogłaby się tak zakończyć
Ta historia mogłaby się tak zakończyć
Lecz to nie o śmierci jest rozprawa.
Znałeś swego Jahwe,
Tego który Jest
Wiedziałeś, że cię
nie zawiedzie
Że Jego miłosierdzie
na wieki trwa.
Tak, jak przyrzekłeś
swemu dziecku:
Pan zatroszczy się
Upatrzy sobie jagnię
na ofiarę....
Wiara w Jahwe ostała
się.
Podróż tak bolesna
Szczęśliwie
zakończyła się.
Na górze Pana jest
zaopatrzenie
Na górze w krainie
Moria
Obietnica podtrzymała cię.