Tego ranka zaprosił mnie na spacer.
Pomyślałam, że być może to coś ważnego. Nie miałam ochoty na zmiany, ale
zgodziłam się. Zaskoczył mnie zabierając przed bramę jakiegoś opuszczonego
ogrodu. Otoczony był ogromnym murem pokrytym suchym bluszczem. Nie
domyśliłabym się, że to ogród, gdyby nie te wyłomy w murze. Powiedział, żebym
zajrzała do środka.
To jakiś ogród, prawda? – zapytałam.
Tak, to był kiedyś piękny ogród –
odpowiedział ze smutkiem.
Weszliśmy do środka. Brama była otwarta, choć
musieliśmy się przepchnąć przez ogrom chwastów. Następnie wielka pajęczyna
przykleiła mi się do twarzy.
- No ładnie! Po co mnie tu przyprowadziłeś?
Tu nic nie ma. Wszystko jest zarośnięte.
- Poczekaj, najpierw chcę byś dobrze poznała
to miejsce.
Był jakiś dziwnie poważny. Nie rozumiałam, po
co mamy się przedzierać przez te gąszcze. Nic tylko kupa gruzu, wyschniętych
roślin i wysokopnących się chwastów. Nawet drzewa wydawały się smutne, a ptaki
jakby straciły głos.
- W tym ogrodzie nie ma życia. Czemu nikt o
niego nie zadba? – zapytałam zdegustowana widokiem umierającej natury.
Spuścił wzrok i lekceważąc moje pytanie
zaprowadził mnie w kierunku małej, drewnianej ławki.
- Jak tu przychodziłem, to zawsze tu siadałem
i podziwiałem to cudowne miejsce. Tak, to był kiedyś piękny, malowniczy, pełen
życia ogród. Drzewa wystukiwały rytmy, ptaki nuciły pieśni, kwiaty tańczyły.
Wszystko tworzyło cudowną harmonię. Nigdy nie chciałem stąd odchodzić. To był
zaszczyt przebywać w takim miejscu.
- Co się więc stało? –zapytałam.
- Pewnego dnia, gdy przyszedłem, brama była
zamknięta. Później co raz częściej się to już zdarzało. Została zamknięta od
środka.
- Nie mogłeś po prostu przeskoczyć przez mur?
- Nie. Przychodzę tam, gdzie pozwalają mi
wejść.
- A teraz, jak widać, nikt tu nie przychodzi.
Brama otwarta, mur się sypie, wszystko umarło i nawet powiem ci, że chyba coś
tu gnije. Czujesz? Nie podoba mi się tu. Po co tu przyszliśmy? Możemy już iść?
– nalegałam.
- Wybacz moją śmiałość, ale musiałem ci to
pokazać. Inaczej byś nie zrozumiała. Ten ogród to twoje serce. Wiele lat temu
pozwoliłaś mi do niego przyjść. To było miejsce, w którym uwielbiałem
przebywać. Tak, jak ci powiedziałem, siadałem na tej ławce i wsłuchiwałem się w
melodię, którą mi śpiewałaś. To była prosta piosenka, ale rozpływałem się przy
niej. Wszystko tu kwitło, pachniało świeżością i pasją. Poznałem każdy
zakamarek tego ogrodu, bo mi na to pozwalałaś. Byłem ci tak bliski, że
specjalnie dla mnie zostawiałaś bramę otwartą. Dbałaś o ten ogród, bo
wiedziałaś, że lubię się w nim przechadzać. Ah, jaka byłaś wtedy szczęśliwa! Tu
przy tej ławce zawsze się spotykaliśmy. Opowiadałaś mi o tym, co cię cieszy, co
smuci. Po prostu całe twe serce było mi oddane. Ale pewnego dnia, gdy się tu
zjawiłem, brama była zamknięta. Nie chciałaś, bym przyszedł. Słyszałem twój
płacz, czułem twój ból. Nawet wiem, kiedy byłaś na mnie zła. Przychodziłem
codziennie, ale ty albo wpuszczałaś mnie na próg, albo w ogóle. Czasami
rozmawiałaś ze mną przez mur, ale to już nie było to samo. Widziałem, jak małe
lisy robiły otwory w murze i przedostawały się do środka. Nie rozumiałem
dlaczego ich nie wyganiałaś. Później otwierałaś bramę innym osobom, ale nie mi.
Zaczęłaś traktować mnie, jak znajomego. Z biegiem czasu twe serce stało się tym
opuszczonym ogrodem, bez życia, bez blasku, beze mnie. Ten gnijący,
nieprzyjemny zapach to twoje wnętrze, pełne bólu i rozczarowania. Nie mogę
dłużej na to patrzeć. Czy pozwolisz mi odbudować nasz ogród?
Zaniemówiłam. Po policzkach spływały mi łzy.
To prawda, ten ogród to moje serce, to ja. Uciekłam przed najbliższą mi osobą.
A On cały czas na mnie czekał.
- Czy jest szansa, by ten ogród był tak
piękny jak kiedyś? – zapytałam zawstydzona.
Wtedy On złapał mnie za rękę i zaprowadził do
miejsca, gdzie stała nasza ławeczka. Usiedliśmy. Otarł moje łzy, przytulił i po
chwili rzekł:
- Może być jeszcze piękniejszy, bo ja ożywiam
to, co umarło.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz