Na brzegu mego łóżka
W zamkniętej przestrzeni
Siedzę i piszę poematy do mej duszy.
Próbuję wyrwać się rozpaczy
Walcząc na pięści ze smutkiem
Który przecież dla nikogo nic nie znaczy.
Dookoła słońce i muzyka
A mój świat chowa właśnie kolejnego trupa.
Umierają wizje, umierają poglądy
Próbuję poskładać to wszystko do kupy.
W głowie kręci się jedno pytanie:
Co zrobić, gdy Bóg już nie wystarcza?
Mam nadzieję, że nikt tego nie czyta
Przecież to jak herezja w ustach bezbożnika.
Nie będę karmić mego religijnego ducha
Który zresztą nie mieszka tylko we mnie.
Wszyscy zmagamy się z niewiarą
Lecz tylko nieliczni się tym chwalą.
A więc gdy Bóg już nie wystarcza
A potępienie swą zgryzotą mnie obarcza
Chwytam za pióro i piszę
To samo pytanie do Stwórcy kieruję.
Nie bedę nieskaziltelnej udawać
Ty przecież wiesz dobrze, z czym się zmagam.
Czarne myśli obracam w słowa
Choć nie brzmi to jak wzniosła mowa.
Siedząc tak i skrobiąc
Czuję ulgę z każdą strofą.
Czyżby me serce znalazło odpowiedź?
Bóg już nie wystarcza
Gdy Go zamknę w butelkę
Ograniczając Jego wgląd w me wnętrze.
To jest to, co robię!
Bóg jest w każdym mym zapisanym słowie.
Czas przestać Go mierzyć
Wkładać w butelkę i pilnować zakrętki.
Oby tylko nie zobaczył ciemnej strony mej istoty!
Obym tylko nie musiała spojrzeć Mu w oczy!
Gdy na brzegu mego łóżka
W zamkniętej przestrzeni
Siedzę i piszę poematy do mej duszy
On kieruje piórem w mojej ręce.
I tak tworzę me modlitwy
Do Boga, który ogarnia wszystko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz