Moja korona
to bycie sługą.
Jestem córką Króla
a mój tron jest u Twych stóp.
Dałeś mi władzę i autorytet,
by z każdym dniem mniejszą stawać się.
Każdy Twój dar
to nowa posługa w cieniu chwały,
nie mojej, lecz Twojej Panie.
Każde stanowisko
to nie pałace ze złota, dostojność i rozgłos,
ale umywanie innym stóp.
Każdy awans
to nie schody do nieba,
ale długa droga w dół.
Nie czynię nic ponad to,
czego nie robiłeś Ty.
Nie jestem gorszym dzieckiem Boga
W tym królestwie jeden jest tylko Król.
I Jemu niech będzie chwała!
Tak więc, bezużytecznym sługą jestem.
To największe powołanie
To największy zaszczyt.
poniedziałek, 27 maja 2013
sobota, 25 maja 2013
Gdy Bóg już nie wystarcza
Na brzegu mego łóżka
W zamkniętej przestrzeni
Siedzę i piszę poematy do mej duszy.
Próbuję wyrwać się rozpaczy
Walcząc na pięści ze smutkiem
Który przecież dla nikogo nic nie znaczy.
Dookoła słońce i muzyka
A mój świat chowa właśnie kolejnego trupa.
Umierają wizje, umierają poglądy
Próbuję poskładać to wszystko do kupy.
W głowie kręci się jedno pytanie:
Co zrobić, gdy Bóg już nie wystarcza?
Mam nadzieję, że nikt tego nie czyta
Przecież to jak herezja w ustach bezbożnika.
Nie będę karmić mego religijnego ducha
Który zresztą nie mieszka tylko we mnie.
Wszyscy zmagamy się z niewiarą
Lecz tylko nieliczni się tym chwalą.
A więc gdy Bóg już nie wystarcza
A potępienie swą zgryzotą mnie obarcza
Chwytam za pióro i piszę
To samo pytanie do Stwórcy kieruję.
Nie bedę nieskaziltelnej udawać
Ty przecież wiesz dobrze, z czym się zmagam.
Czarne myśli obracam w słowa
Choć nie brzmi to jak wzniosła mowa.
Siedząc tak i skrobiąc
Czuję ulgę z każdą strofą.
Czyżby me serce znalazło odpowiedź?
Bóg już nie wystarcza
Gdy Go zamknę w butelkę
Ograniczając Jego wgląd w me wnętrze.
To jest to, co robię!
Bóg jest w każdym mym zapisanym słowie.
Czas przestać Go mierzyć
Wkładać w butelkę i pilnować zakrętki.
Oby tylko nie zobaczył ciemnej strony mej istoty!
Obym tylko nie musiała spojrzeć Mu w oczy!
Gdy na brzegu mego łóżka
W zamkniętej przestrzeni
Siedzę i piszę poematy do mej duszy
On kieruje piórem w mojej ręce.
I tak tworzę me modlitwy
Do Boga, który ogarnia wszystko.
W zamkniętej przestrzeni
Siedzę i piszę poematy do mej duszy.
Próbuję wyrwać się rozpaczy
Walcząc na pięści ze smutkiem
Który przecież dla nikogo nic nie znaczy.
Dookoła słońce i muzyka
A mój świat chowa właśnie kolejnego trupa.
Umierają wizje, umierają poglądy
Próbuję poskładać to wszystko do kupy.
W głowie kręci się jedno pytanie:
Co zrobić, gdy Bóg już nie wystarcza?
Mam nadzieję, że nikt tego nie czyta
Przecież to jak herezja w ustach bezbożnika.
Nie będę karmić mego religijnego ducha
Który zresztą nie mieszka tylko we mnie.
Wszyscy zmagamy się z niewiarą
Lecz tylko nieliczni się tym chwalą.
A więc gdy Bóg już nie wystarcza
A potępienie swą zgryzotą mnie obarcza
Chwytam za pióro i piszę
To samo pytanie do Stwórcy kieruję.
Nie bedę nieskaziltelnej udawać
Ty przecież wiesz dobrze, z czym się zmagam.
Czarne myśli obracam w słowa
Choć nie brzmi to jak wzniosła mowa.
Siedząc tak i skrobiąc
Czuję ulgę z każdą strofą.
Czyżby me serce znalazło odpowiedź?
Bóg już nie wystarcza
Gdy Go zamknę w butelkę
Ograniczając Jego wgląd w me wnętrze.
To jest to, co robię!
Bóg jest w każdym mym zapisanym słowie.
Czas przestać Go mierzyć
Wkładać w butelkę i pilnować zakrętki.
Oby tylko nie zobaczył ciemnej strony mej istoty!
Obym tylko nie musiała spojrzeć Mu w oczy!
Gdy na brzegu mego łóżka
W zamkniętej przestrzeni
Siedzę i piszę poematy do mej duszy
On kieruje piórem w mojej ręce.
I tak tworzę me modlitwy
Do Boga, który ogarnia wszystko.
czwartek, 23 maja 2013
Opuszczony ogród
Tego ranka zaprosił mnie na spacer.
Pomyślałam, że być może to coś ważnego. Nie miałam ochoty na zmiany, ale
zgodziłam się. Zaskoczył mnie zabierając przed bramę jakiegoś opuszczonego
ogrodu. Otoczony był ogromnym murem pokrytym suchym bluszczem. Nie
domyśliłabym się, że to ogród, gdyby nie te wyłomy w murze. Powiedział, żebym
zajrzała do środka.
To jakiś ogród, prawda? – zapytałam.
Tak, to był kiedyś piękny ogród –
odpowiedział ze smutkiem.
Weszliśmy do środka. Brama była otwarta, choć
musieliśmy się przepchnąć przez ogrom chwastów. Następnie wielka pajęczyna
przykleiła mi się do twarzy.
- No ładnie! Po co mnie tu przyprowadziłeś?
Tu nic nie ma. Wszystko jest zarośnięte.
- Poczekaj, najpierw chcę byś dobrze poznała
to miejsce.
Był jakiś dziwnie poważny. Nie rozumiałam, po
co mamy się przedzierać przez te gąszcze. Nic tylko kupa gruzu, wyschniętych
roślin i wysokopnących się chwastów. Nawet drzewa wydawały się smutne, a ptaki
jakby straciły głos.
- W tym ogrodzie nie ma życia. Czemu nikt o
niego nie zadba? – zapytałam zdegustowana widokiem umierającej natury.
Spuścił wzrok i lekceważąc moje pytanie
zaprowadził mnie w kierunku małej, drewnianej ławki.
- Jak tu przychodziłem, to zawsze tu siadałem
i podziwiałem to cudowne miejsce. Tak, to był kiedyś piękny, malowniczy, pełen
życia ogród. Drzewa wystukiwały rytmy, ptaki nuciły pieśni, kwiaty tańczyły.
Wszystko tworzyło cudowną harmonię. Nigdy nie chciałem stąd odchodzić. To był
zaszczyt przebywać w takim miejscu.
- Co się więc stało? –zapytałam.
- Pewnego dnia, gdy przyszedłem, brama była
zamknięta. Później co raz częściej się to już zdarzało. Została zamknięta od
środka.
- Nie mogłeś po prostu przeskoczyć przez mur?
- Nie. Przychodzę tam, gdzie pozwalają mi
wejść.
- A teraz, jak widać, nikt tu nie przychodzi.
Brama otwarta, mur się sypie, wszystko umarło i nawet powiem ci, że chyba coś
tu gnije. Czujesz? Nie podoba mi się tu. Po co tu przyszliśmy? Możemy już iść?
– nalegałam.
- Wybacz moją śmiałość, ale musiałem ci to
pokazać. Inaczej byś nie zrozumiała. Ten ogród to twoje serce. Wiele lat temu
pozwoliłaś mi do niego przyjść. To było miejsce, w którym uwielbiałem
przebywać. Tak, jak ci powiedziałem, siadałem na tej ławce i wsłuchiwałem się w
melodię, którą mi śpiewałaś. To była prosta piosenka, ale rozpływałem się przy
niej. Wszystko tu kwitło, pachniało świeżością i pasją. Poznałem każdy
zakamarek tego ogrodu, bo mi na to pozwalałaś. Byłem ci tak bliski, że
specjalnie dla mnie zostawiałaś bramę otwartą. Dbałaś o ten ogród, bo
wiedziałaś, że lubię się w nim przechadzać. Ah, jaka byłaś wtedy szczęśliwa! Tu
przy tej ławce zawsze się spotykaliśmy. Opowiadałaś mi o tym, co cię cieszy, co
smuci. Po prostu całe twe serce było mi oddane. Ale pewnego dnia, gdy się tu
zjawiłem, brama była zamknięta. Nie chciałaś, bym przyszedł. Słyszałem twój
płacz, czułem twój ból. Nawet wiem, kiedy byłaś na mnie zła. Przychodziłem
codziennie, ale ty albo wpuszczałaś mnie na próg, albo w ogóle. Czasami
rozmawiałaś ze mną przez mur, ale to już nie było to samo. Widziałem, jak małe
lisy robiły otwory w murze i przedostawały się do środka. Nie rozumiałem
dlaczego ich nie wyganiałaś. Później otwierałaś bramę innym osobom, ale nie mi.
Zaczęłaś traktować mnie, jak znajomego. Z biegiem czasu twe serce stało się tym
opuszczonym ogrodem, bez życia, bez blasku, beze mnie. Ten gnijący,
nieprzyjemny zapach to twoje wnętrze, pełne bólu i rozczarowania. Nie mogę
dłużej na to patrzeć. Czy pozwolisz mi odbudować nasz ogród?
Zaniemówiłam. Po policzkach spływały mi łzy.
To prawda, ten ogród to moje serce, to ja. Uciekłam przed najbliższą mi osobą.
A On cały czas na mnie czekał.
- Czy jest szansa, by ten ogród był tak
piękny jak kiedyś? – zapytałam zawstydzona.
Wtedy On złapał mnie za rękę i zaprowadził do
miejsca, gdzie stała nasza ławeczka. Usiedliśmy. Otarł moje łzy, przytulił i po
chwili rzekł:
- Może być jeszcze piękniejszy, bo ja ożywiam
to, co umarło.
sobota, 11 maja 2013
Ułaskawiona
Poniższy tekst jest moją własną interpretacją historii biblijnej o kobiecie cierpiącej na krwotok. Emocje tu opisane ''mogły'' być częścią tego, co czuła. Moim zamiarem jednak nie był opis jej uczuć, ale przedstawienie historii kobiety, o której Bóg nie zapomniał.
Oddzielona od reszty świata, próbowałaś ukryć swą hańbę. Minęło już 12 lat odkąd ta wstydliwa dolegliwość przykuła cię do łóżka. Choroba, z którą los cię związał odizolowała cię od innych. Nawet rodzina przestała wierzyć, że mogłabyś być zdrowa. Zaufałaś wielu lekarzom. Niestety było tylko gorzej. Oddałaś wszystko, co miałaś, zapłaciłaś każdą cenę i nikt nie był w stanie ci pomóc. Dwanaście lat samotności, odrzucenia, umierającej nadziei na cud, jak i również na bycie matką. Każda kropla krwi pozbawiała cię życia, okradała z energii i chęci, by wstać z łóżka. Zamknięta w czterech ścianach, nieczysta dla ludzkości, pogrążałaś się w coraz głębszej depresji.
Oddzielona od reszty świata, próbowałaś ukryć swą hańbę. Minęło już 12 lat odkąd ta wstydliwa dolegliwość przykuła cię do łóżka. Choroba, z którą los cię związał odizolowała cię od innych. Nawet rodzina przestała wierzyć, że mogłabyś być zdrowa. Zaufałaś wielu lekarzom. Niestety było tylko gorzej. Oddałaś wszystko, co miałaś, zapłaciłaś każdą cenę i nikt nie był w stanie ci pomóc. Dwanaście lat samotności, odrzucenia, umierającej nadziei na cud, jak i również na bycie matką. Każda kropla krwi pozbawiała cię życia, okradała z energii i chęci, by wstać z łóżka. Zamknięta w czterech ścianach, nieczysta dla ludzkości, pogrążałaś się w coraz głębszej depresji.
Wtedy usłyszałaś
o Nim. Mistrz, o którym było głośno w całej wsi. Każdego dnia wyglądałaś przez
małe okienko w swojej sypialni, przysłuchując się wieściom o cudownym człowieku
i Jego wielkiej mocy. Niektórzy wierzyli, ze był On wyczekiwanym Chrystusem,
inni, że Eliaszem. Z każdą nowinką twoje serce drżało, rozbudzając na nowo
nadzieję. Może to właśnie On będzie twym wybawcą? – pomyślałaś. Mijały dni, a On wciąż się nie pojawiał. Być
może za dużo oczekiwałaś.
Pewnego poranka
obudził cię krzyk ludzi. Choć czułaś się wyjątkowo słabo, podeszłaś do okna i
zobaczyłaś tłum ludzi biegnący w kierunku morza. Nie rozumiałaś o co chodzi,
ale w sercu poczułaś, że to On. Wiedziałaś, że być może to twoja jedyna i
ostatnia szansa. Przecież ludzie wiedzieli
o twojej chorobie. Ale w tym momencie, co pomyślą inni, przestało mieć
znaczenie. I tak przecież byłaś martwa za życia. Wiara, która się w tobie
zrodziła, była silniejsza niż strach. Nie miałaś czasu, by się umyć, czy też
ładnie ubrać. Okrywając twarz chustą, wyszłaś z domu i wyruszyłaś za tłumem.
Serce biło jak szalone. Przeczuwałaś, że nie będzie łatwo się do Niego dostać.
Pomyślałaś: ‘’Jeśli się dotknę choćby szaty jego, będę uzdrowiona.’’
Wyciągnęłaś dłoń, z całej siły napierając, by móc złapać się skrawka jego
szaty. W chwili, gdy tylko opuszki palców otarły się o nią, poczułaś, że
zostałaś uzdrowiona. Wtedy Mistrz obrócił się i zapytał: ‘’Kto dotknął moich
szat?” Wystraszyłaś się. Nie wiedziałaś, co teraz z tobą będzie. Ujawnić się,
czy wycofać? W końcu i tak otrzymałaś to, czego szukałaś. Nie, nie mogłaś tak
po prostu odejść. Oprócz przerażenia, czułaś ogromną ulgę i wdzięczność.
Chciałaś poznać bliżej Tego, którego moc cię uwolniła. Z drżeniem upadłaś Mu do
stóp i wyznałaś cała prawdę, kim byłaś i dlaczego się tu znalazłaś. Niektórzy
spośród tłumu rozpoznali cię i byli oburzeni, że Mistrz zwrócił na ciebie
uwagę. Niestety jeszcze dobrze Go nie poznali. Nie rozumieli, że przyszedł
nadać nowe przymierze – przymierze miłości. Chwycił cię za rękę, pomógł wstać i
rzekł: ‘’Córko, wiara twoja uzdrowiła
cię, idź w pokoju i bądź uleczona z dolegliwości twojej‘’. Nazwał cię
córką, przyjął do Boskiej rodziny. Już nie byłaś więcej samotna i odrzucona. On
usunął twoją hańbę. Wróciłaś do domu jako czysta i święta. Twój Mistrz cię
ułaskawił.
czwartek, 9 maja 2013
Niewidzialna
Uczyń mnie niewidzialną
Gdy głodnemu podaję chleb
Uczyń mnie niewidzialną
Gdy na kolanach wzywam Cię
Uczyń mnie niewidzialną
Gdy w lustrze zwycięstwa przyglądam się
Nie pozwól liczyć mi uczynków miłosierdzia mego
Zatrzymaj mnie, zanim zbuduje sobie papierowy pomnik
Niewidzialna dla świata chwały
Chcę kochać, gdy nikt nie patrzy
Przy zgaszonym świetle
Śpiewać o miłości Twej
Bez nazwy, bez fleszy
Bez niekończących się biografi
Zapamiętana tylko przez niebo
Uczyń mnie niewidzialną
By w końcu świat mógł ujrzeć Ciebie.
Gdy głodnemu podaję chleb
Uczyń mnie niewidzialną
Gdy na kolanach wzywam Cię
Uczyń mnie niewidzialną
Gdy w lustrze zwycięstwa przyglądam się
Nie pozwól liczyć mi uczynków miłosierdzia mego
Zatrzymaj mnie, zanim zbuduje sobie papierowy pomnik
Niewidzialna dla świata chwały
Chcę kochać, gdy nikt nie patrzy
Przy zgaszonym świetle
Śpiewać o miłości Twej
Bez nazwy, bez fleszy
Bez niekończących się biografi
Zapamiętana tylko przez niebo
Uczyń mnie niewidzialną
By w końcu świat mógł ujrzeć Ciebie.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)