czwartek, 25 lipca 2013

Drzewo Życia

O człowieku i jego ogrodzie
Usłyszał cały wszechświat
Miał być panem Ziemi
A stał się jej niewolnikiem.
Pierworodny człowieczeństwa
Z prochu ulepiony
Na obraz swego Stwórcy.
Jedyny, który oglądał Go twarzą w twarz
A jednak pogardził Jego chwałą.
Zaufał swej intuicji
Odrzucił przestrogę Pana
Z drzewa poznania dobra i zła
Owoce słodkie skosztował.
Nie tak słodkie, nie tak dobre
Potępienie i wstyd się okazały
Odwieczny inny miał plan
Najlepsze dla swych synów chciał dać.
W Jego obliczu byli bezpieczni
Bez smaku porażki mogli z Nim chodzić
Morale i zakazy?
To nie tak miało być!
Z Drzewa Życia
Pragnął, by czerpali
Chrystusowej pełni kosztowali.
Tak człowiek porzucił swe dziedzictwo
Daleko od Edenu musiał udać się.
I tak moc poznania dobra i zła
Działa na tej ziemi.
Ludzkość, co przed Bogiem ucieka
Zmęczona wiedzą
Że dobra nie da się dosięgnąć
Udręczona jarzmem pobożności
Skupionej na człowieku
Co jej unieść nie może.
Próbuje spodobać się Ojcu
Który ich o to nie prosi.
A Drzewo Życia
Zapuściło korzenie pośród nich
Jego owoce znów są dostępne
Na nowo otwiera bramy swego ogrodu
Przyjdź, jedz i żyj!

środa, 24 lipca 2013

Krzyż Chwały

Na kawałku drewna
Zapisano me niecne czyny
Zmazane przelaną krwią
Już nikt nie wspomni mi ich nigdy.
Nawet przed Bogiem zakryte zostały
Wszystkie moje grzechy 
Na wieki umarły tego dnia.

Przeklęty ten, który zawisł na krzyżu
Błogosławiony ten,
Który w Nim swoje życie znalazł.
Spisałeś nowy testament
Dziedziczką błogosławieństw Twych się stałam.
To nie tylko dom w niebie
To moc przymierza miłości
To Krzyż Chwały
Pełnia Chrystusa we mnie.

poniedziałek, 22 lipca 2013

Nowy początek

Idąc przez ciemną dolinę
Chaos rozprasza moje serce
Myśli wściekłe na Odwiecznego
Język spięczony od jęczenia
Dlaczego mnie opuściłeś?
Czyżbyś zapomniał, co sam obiecałeś?
Niekończące się pytania
I zarzuty wobec Autora Życia.
Życia, które czasem brzydnie
Niedocenione, niezrozumiane
Przez ból okryte kłamstwami.
Biegnę, upadam, leżę
Wstaję, choć nie wiem skąd ta siła.
Nie rozumię nic, co się dzieje
Nie pojmuję Boga, którego pokochałam.
Swym żalem miażdżę świat dookoła
Pozbawiona sensu, który zawsze był.
Coś mi mówi, że to koniec czegoś
Nowy Początek nachodzi.
Wtedy zjawia się Ten, którego oskarżałam
Otula mnie płaszczem swej łaski
Nie karci, nie sądzi
Opowiada o miłości nieskończonej
O sercu pełnym miłosierdzia.
Współczucie,jakiego pojąć nie można
Łagodność niezasłużona.
Uciekałam przed karą
Którą już ktoś za mnie zapłacił.
Oczekiwałam pretensji
Otrzymałam pokój.
Na nowo rodzę się
Na skrzydłach wiary podnoszę się
Z więzienia mych emocji wyprowadzasz mnie
Nie za dobre sprawowanie
Ale ze względu na Ciebie
To Ty kupiłeś mą wolność.
Nie zmieniasz się
Nie żałujesz
Kochasz, kochasz
I zawsze będziesz kochał.
Więc biegnę, by zatopić się w ramionach Miłości.
Gdy upadam, Ty podnosisz mnie.
To nie moja siła
To Twoja łaska.
Wszystko od nowa zaczyna się
Nowa ja
Nowy obraz Tego,
Którego ponoć znałam.

piątek, 19 lipca 2013

Wystarczająca łaska

Nieodkryta przez lata
Twa łaska mi była.
Błędnie mylona
Z kamiennym przymierzem
Gdzie Twa dobroć zawsze kosztuje
A Twój sąd nigdy nie ustępuje.
Nie rozumiejąc kompletnie Twej wielkiej miłości
Tułałam się składając ofiary mej pobożności.
Ufając po cichu, że to zauważysz
I odpłacisz tym, o czym marzę.
Moja siła nic nie stworzyła
Me poświęcenie gór nie zdobyło.
Bo na końcu tej drogi jest tylko frustracja.
Każdy upadek to potępienie
Każdy najmniejszy grzech
To od Boga oddzielenie.
Czy ktoś może zatrzymać te błędne koło?
Zmęczona uczynkami
Wyczerpana powtarzającymi się formami
Szukam drogi ku zwycięstwie
Pragnę odpocząć od mych dzieł.
Skoro krzyż otworzył drogę
A Twe zmartwychwstanie pokonało słabość
Czemu wiernie ufam swemu ciału?
I przez posłuszeństwo
Próbuję zdobyć Twe uznanie?
Moja ofiara nie może być większa niż Twoja.
Bo czyżbym chciała pokazać,
Że przelana krew nic nie zmieniła?
A przecież tam na Golgocie
Zapłaciłeś za wszystko, co mi dziś potrzeba.
Już nie bedę polegać na sercu z kamienia
Oko za oko, ząb za ząb
To nie Twoja domena.
Uczyniłeś mnie sprawiedliwą
Choć wciąż upadam.
Nazwałeś świętą
Choć stale zawodzę.
Nowe serce, pełne życia mi dałeś.
Tam już śmierć nie króluje
Zapieczętowałeś je swą miłością.
Dlatego odważnie podchodzę do tronu łaski
I pokornie uczę się brać to,
Co dla mnie zdobyłeś.
Już nie chodzi o moje ofiary
Cena została zapłacona
A do doskonałego dzieła nic nie można dodać.
Taka właśnie jest Twoja łaska
Wystarczająca.