Wybrałam drogę inną niż planowałam.
Zrezygnowałam z tego, na co tak długo czekałam.
Pożegnałam się z bezpieczeństwem,
przywitałam z szaleństwem.
Strach szarpał mną na wszystkie strony.
Trzęsąca się dusza szukała ochrony.
Rozgrzane emocje wzbudzały wątpliwości.
Na myśl o wyprawie wzbierały się mdłości.
To nie takie łatwe porzucić swe schronienie.
Odłożyć na bok życiowe marzenie.
Ale wezwanie, które dostałam
pochodziło z serca Tego, którego kochałam.
Nie mogłabym zapomnieć Jego snów.
Nie śmiałabym wyrzec się świetych słów.
Zdecydowałam się na podróż w nieznane.
Z niewielką torbą wyruszyłam w niezbadane.
Droga kolcami usłana.
Łzami słabości zraszana.
Tam nie będzie podziwu i ludzkiej chwały.
Przemierzając ją zrozumiesz, że jesteś bardzo mały.
Niezbędna się okaże łaska Odwiecznego.
Jedyną twą ostoją będzie miłość Wszechmocnego.
Przez dolinę śmierci przejdziesz z podniesioną głową.
Pokonasz strach i sprzeciwisz się oskarżyciela słowom.
Gdy zbliżysz się do końca otchłani ciemności,
ujrzysz blask Jego chwały w pełnej okazałości.
Otrzymasz skarby zapisane w wieczności,
wieniec za wytrwałość w próbach i miłości.
Otworzą się przed tobą drzwi możliwości
i zapomnisz o bólu i samotności.
Sny porzucone spełnią się obficie.
Osiągniesz to, o czym marzyłeś całe życie.
Tak więc biegnę i nie oglądam się wstecz, jak żona Lota.
Bo to, co przede mną, więcej warte niż pałace ze złota.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz