Tego dnia wzrok Boga zatrzymał się na mnie.
Na drzewie umierała miłość.
Piekło triumfowało.
Nie mogłam przejść obojętnie.
Te spojrzenie mnie obezwładniało.
Przenigdy nie widziałam tak pięknych oczu!
Bestialsko pobity
Ledwo mogłam zobaczyć Jego twarz.
Stałam tak wpatrzona w Niego
A On we mnie.
Po policzkach spływały mi łzy.
Wraz z każdą kroplą Jego krwi
Było ich więcej.
Powoli osuwałam się na ziemię.
Kim jest Ten, którego miłość ogarnia mnie bez reszty?
W jednej chwili jakby wszystko straciło sens.
Czas się zatrzymał.
Wtedy spojrzałeś w niebo i rzekłeś:
Wykonało się!
Ciemność okryła ziemię.
Miłość umarła na drzewie.
Twe oczy zasnęły
A ja wciąż szukałam ich blasku.
Zrozumiałam, że noc zgasiła ich żar.
Nie wiedziałam, co z sobą zrobić.
Obróciłam się, by pójść drogą, którą przyszłam.
Wtedy światłość ogarnęła ziemię.
Miłość zmartwychwstała.
Miłość żyje!
Jego ramiona, jak na krzyżu, otwarte szeroko
Gotowe, by dać wszystko.
A Jego oczy wciąż szukają moich...
sobota, 30 marca 2013
wtorek, 5 marca 2013
Naucz mnie kochać Cię
Naucz mnie kochać Cię
jak Ty ukochałeś mnie.
Me serce tak chwiejne jest
widzi Twą łaskę i wciąż zapomina.
Naucz mnie kochać Cię
jak Ty ukochałeś mnie
Bo dla Ciebie pragnę żyć
już nie swoimi, lecz Twoimi marzeniami śnić.
Weź mnie za rękę
i zaprowadź tam, gdzie nie chcę.
Rozkochaj mnie w sobie
a już nigdy nie zawrócę.
Naucz mnie kochać Cię
jak Ty ukochałeś mnie.
Wybacz, że nie rozumiem miłości Twej.
Kochasz mnie, choć nieustannie boję się.
Naucz mnie kochać Cię
jak Ty ukochałeś mnie.
Zaprowadź mnie pod Twój krzyż
gdzie już na zawsze usuniesz mój wstyd.
Weź mnie za rękę
i zaprowadź tam, gdzie nie chcę.
Rozkochaj mnie w sobie
a już nigdy nie zawrócę.
Chcę kochać aż na śmierć
i żyć kochając Cię.
Twoja miłość uwalnia mnie
Poddaję się,
poddaję się...
jak Ty ukochałeś mnie.
Me serce tak chwiejne jest
widzi Twą łaskę i wciąż zapomina.
Naucz mnie kochać Cię
jak Ty ukochałeś mnie
Bo dla Ciebie pragnę żyć
już nie swoimi, lecz Twoimi marzeniami śnić.
Weź mnie za rękę
i zaprowadź tam, gdzie nie chcę.
Rozkochaj mnie w sobie
a już nigdy nie zawrócę.
Naucz mnie kochać Cię
jak Ty ukochałeś mnie.
Wybacz, że nie rozumiem miłości Twej.
Kochasz mnie, choć nieustannie boję się.
Naucz mnie kochać Cię
jak Ty ukochałeś mnie.
Zaprowadź mnie pod Twój krzyż
gdzie już na zawsze usuniesz mój wstyd.
Weź mnie za rękę
i zaprowadź tam, gdzie nie chcę.
Rozkochaj mnie w sobie
a już nigdy nie zawrócę.
Chcę kochać aż na śmierć
i żyć kochając Cię.
Twoja miłość uwalnia mnie
Poddaję się,
poddaję się...
niedziela, 3 marca 2013
Droga
Wybrałam drogę inną niż planowałam.
Zrezygnowałam z tego, na co tak długo czekałam.
Pożegnałam się z bezpieczeństwem,
przywitałam z szaleństwem.
Strach szarpał mną na wszystkie strony.
Trzęsąca się dusza szukała ochrony.
Rozgrzane emocje wzbudzały wątpliwości.
Na myśl o wyprawie wzbierały się mdłości.
To nie takie łatwe porzucić swe schronienie.
Odłożyć na bok życiowe marzenie.
Ale wezwanie, które dostałam
pochodziło z serca Tego, którego kochałam.
Nie mogłabym zapomnieć Jego snów.
Nie śmiałabym wyrzec się świetych słów.
Zdecydowałam się na podróż w nieznane.
Z niewielką torbą wyruszyłam w niezbadane.
Droga kolcami usłana.
Łzami słabości zraszana.
Tam nie będzie podziwu i ludzkiej chwały.
Przemierzając ją zrozumiesz, że jesteś bardzo mały.
Niezbędna się okaże łaska Odwiecznego.
Jedyną twą ostoją będzie miłość Wszechmocnego.
Przez dolinę śmierci przejdziesz z podniesioną głową.
Pokonasz strach i sprzeciwisz się oskarżyciela słowom.
Gdy zbliżysz się do końca otchłani ciemności,
ujrzysz blask Jego chwały w pełnej okazałości.
Otrzymasz skarby zapisane w wieczności,
wieniec za wytrwałość w próbach i miłości.
Otworzą się przed tobą drzwi możliwości
i zapomnisz o bólu i samotności.
Sny porzucone spełnią się obficie.
Osiągniesz to, o czym marzyłeś całe życie.
Tak więc biegnę i nie oglądam się wstecz, jak żona Lota.
Bo to, co przede mną, więcej warte niż pałace ze złota.
Zrezygnowałam z tego, na co tak długo czekałam.
Pożegnałam się z bezpieczeństwem,
przywitałam z szaleństwem.
Strach szarpał mną na wszystkie strony.
Trzęsąca się dusza szukała ochrony.
Rozgrzane emocje wzbudzały wątpliwości.
Na myśl o wyprawie wzbierały się mdłości.
To nie takie łatwe porzucić swe schronienie.
Odłożyć na bok życiowe marzenie.
Ale wezwanie, które dostałam
pochodziło z serca Tego, którego kochałam.
Nie mogłabym zapomnieć Jego snów.
Nie śmiałabym wyrzec się świetych słów.
Zdecydowałam się na podróż w nieznane.
Z niewielką torbą wyruszyłam w niezbadane.
Droga kolcami usłana.
Łzami słabości zraszana.
Tam nie będzie podziwu i ludzkiej chwały.
Przemierzając ją zrozumiesz, że jesteś bardzo mały.
Niezbędna się okaże łaska Odwiecznego.
Jedyną twą ostoją będzie miłość Wszechmocnego.
Przez dolinę śmierci przejdziesz z podniesioną głową.
Pokonasz strach i sprzeciwisz się oskarżyciela słowom.
Gdy zbliżysz się do końca otchłani ciemności,
ujrzysz blask Jego chwały w pełnej okazałości.
Otrzymasz skarby zapisane w wieczności,
wieniec za wytrwałość w próbach i miłości.
Otworzą się przed tobą drzwi możliwości
i zapomnisz o bólu i samotności.
Sny porzucone spełnią się obficie.
Osiągniesz to, o czym marzyłeś całe życie.
Tak więc biegnę i nie oglądam się wstecz, jak żona Lota.
Bo to, co przede mną, więcej warte niż pałace ze złota.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)