Nie jestem tą kim jestem.
Dawno już nie byłam.
Zabrali mi wolność.
Sama ją oddałam.
Na skrzydłach roztropności próbuję wzbić się.
Te ptaki przecież nie latają,
one twardo i wiernie stąpają po ziemi.
Sztuczny uśmiech oszpeca moje serce.
Ogłupili mnie świecidełkami,
nawdychałam się ich smrodem.
Grzecznie ściskam dłoń.
Udaję, że w środku nic nie mam.
Powoli stąpam niczym paw,
rozwijam swój ogon,
wymachuje nim.
Szarpię się ze sobą.
Nie jestem tą kim jestem.
Zapomniałam, że BYŁAM...
Nabieram garściami bezlitosnej nędzy,
ubranej w purpurowy płaszcz.
Zaraz pęknę, dosłownie za chwileczkę
wybuchnę!
Rozpadnę się, a cały świat ujrzy me wnętrzności.
Nie wiem kim jest ona,
obca w moim sercu.
Odebrała mi klucze.
Sama jej oddałam.
Szklana kula rozbija się.
Wysypują się wszystkie świecidełka.
A w środku ja:
niewielka, nie błyszcząca
wręcz bezbarwna.
Taka lekka...
Taka ja...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz