środa, 18 grudnia 2013

W pogoni za ciszą


Kiedyś świat potrafił rozkochiwać się w ciszy. Jedno spojrzenie w przestrzeń niewysłowioną było spojrzeniem w serce wieczności. Dusza pobłogosławiona błogim spokojem, była wolna od nieustającego pragnienia bycia gdzie indziej. To, kim się stawała w tych momentach ukojenia było wystarczające. Nikt nie szarpał się z losem, by w nim swe powodzenie znaleźć. Bo czymże jest szczęście, tak poszukiwane, jeśli nie zgodą i akceptacją tego, kim jesteśmy? Uchwyciliśmy się rzeczy, otoczyliśmy się hałasem. Bez dwóch zdań kochamy ten szum! To on się stał naszą ciszą, głośną i natrętną...
Utracona sztuka ciszy powoli umiera. Choć gdzieś tam w tej duszy pogubionej, ogłuszonej wrzawą i rumorem, wydobywa się delikatny szloch, wołanie o powrót do ogrodu, gdzie to, co ludzkie łaczy się w harmonii z tym, co Boskie.
Bo przecież cisza to nie bezgłos... to słodkie szepty Stwórcy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz