Pochylam się nad
tobą. Przez moment wydaje mi się, że tylko ty mnie rozumiesz.
Wyrzucam z siebie co najgorsze, a ty bierzesz wszystko i milczysz.
Nie pragnę, byś mnie zrozumiał. Bądź tym kim jesteś. Dopóki
wiem, co robię, jest dobrze. Dopóki wiem, co robię....
Kontrola. Nagle i bez
zapowiedzi opuszcza mnie. Próbuję wmówić sobie, że wciąż ją
mam. W porywie rzucam się na lodówkę i pochłaniam wszystko to, co
zaspokoi mój ból. Bezlitosna gra zmysłów. Wpadam w trans i już
nikt nie może mnie zatrzymać. Znów biegnę do ciebie. Pochylam
się. Ty mnie przyjmujesz i milczysz. Niech tak zostanie.
Katharsis. Lekko unoszę
się nad ziemią. Widzę swe odbicie w lustrze. Znów jestem sobą.
Pragnę, by ten moment trwał bez końca. Piękno, bez którego nie
potrafię żyć. Dopóki jesteś, oddycham...
Ciemność. Nienawidzę
cię! Nie pozwalasz mi żyć moim szczęściem. Bezwzględny kat
znęcający się nad moją duszą.
Walka. Toczę ją
nieustannie. Jakiś cichy głos woła mnie, ale tysiące innych
zwycięża. Znów się pochylam nad tobą. Mógłbyś coś
powiedzieć!!!
Pustka. Z każdym dniem
jest jej więcej. W samotności szukam tego głosu, dźwięku, który
przynosi nadzieję. Gdzie jesteś?
Nienasycenie. Głębokie i
przerażające. Pochłania mnie od wewnątrz. Nieposkromiony dziki
zwierz, który woła o więcej. Nic nie jest w stanie go ujarzmić.
Oddaję całą siebie. A chciałam być tylko piękna...
Śmierć: Rozmawiamy
twarzą w twarz. Widzę twe zapadnięte oczy, włosy pozbawione
blasku. Słyszę twój zachrypnięty głos. Czuję twój odór. Po co
przychodzisz, skoro masz już wszystko?
Głos na pustyni.
Wróciłeś. Przegrałam, a ty nagle się pojawiasz? Nie mam już
siły, by walczyć. Wiem, że się starałeś, jestem wdzięczna, ale
to koniec. Nie, tylko nie próbuj
mnie przekonać. Proszę, przestań! Jak
możesz szeptać mi o miłości?! Mnie się nie da kochać.
Jestem tylko cieniem tego, kim byłam. A ty
wciąż napierasz...
O jak cudownie brzmią twe
słowa! Kim naprawdę jesteś? Dlaczego podchodzisz bliżej? Twa
obecność jest tak słodka.
Jesteś tuż obok.
Pochylasz się nade mną i podnosisz. Niczym małe dziecko kładziesz
mnie w swych ramionach. Powoli odgarniasz moje włosy, by ujrzeć mą
okrytą wstydem twarz. A twoje oczy płoną. Nikt nigdy nie patrzył
na mnie w ten sposób. Miłość, której żar nic nie jest w stanie
ugasić. Niezatrzymywalna. Wszechogarniająca. Uzdrawiająca.
Miłość, która
przywraca mi godność i nazywa mnie piękną.
photo from: megatruh deviantart
